Tesla Model 3 może dostać kolejną metamorfozę? Ale czy tak się rzeczywiście stanie i najważniejsze pytanie, jeśli tak, to kiedy?
Tym razem firma nie może pozwolić sobie na zwykły lifting.Tesla ma z Modelem 3 pewien problem. I wcale nie chodzi o to, że ten samochód jest zły.
Wręcz przeciwnie.
Model 3 nadal pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych samochodów elektrycznych na świecie. To właśnie on pomógł Tesli wyjść z niszy i pokazał, że samochód elektryczny może być jednocześnie szybki, technologiczny, stosunkowo przystępny cenowo i zwyczajnie wygodny w codziennym użytkowaniu. No i może nas wozić po całym kontynencie w sposób super wygodny. Jak po sznureczku – od SuC do SuC… piekne😍!
Tyle że od czasu jego premiery świat trochę się zmienił.
A Tesla już nie jest jedynym producentem, który potrafi zrobić dobrego elektryka.
I dlatego kolejny Model 3 będzie musiał być czymś więcej, niż kolejną zmianą reflektorów i lepszym wyciszeniem.
Kilka dni temu pojawił się interesujący render pokazujący, jak mógłby wyglądać przyszły Model 3 po kolejnym odświeżeniu. Nie jest to fotografia prototypu. Nie jest to również oficjalny projekt Tesli. Ale jest to naprawdę ciekawe. Przynajmniej nam się tak wydaje. Bo przecież u nas w PL wielu z nas, kierowców EV, porusza się na co dzień właśnie Trójką.
Render to wizja projektanta Justina Sackmana, który postanowił sprawdzić, co stałoby się z sedanem, gdyby Tesla przeniosła na niego stylistyczny język znany z odświeżonego Modelu Y. No bo w końcu całość ma sie spinać, w sensie stylistyki. A taka trójeczka byłaby naprawdę zacnie wyglądającym autkiem, nie uważacie?

Fot: Justin Sackman
Trzeba przyznać, że wygląda to interesująco. Dla nas nawet bardzo…
Model 3 po Juniperze?
Najbardziej rzuca się w oczy przód.
Zamiast obecnych reflektorów pojawia się charakterystyczna, ciągła listwa świetlna (Lightbar), podobna do tej, którą Tesla zaczęła stosować w Modelu Y.
Z tyłu pomysł jest jeszcze bardziej widoczny. Render pokazuje szeroką listwę świetlną biegnącą przez całą szerokość pokrywy bagażnika.

Fot: Justin Sackman
Czy Tesla rzeczywiście zrobi coś takiego?
Tego nie wiemy.
I właśnie tutaj trzeba postawić grubą kreskę między informacją a spekulacją. Jak zawsze zresztą, kiedy nie ma żadnej oficjalnej informacji.
Aktualny Model 3 przeszedł duże odświeżenie w 2023 roku. Projekt znany jako Highland, przyniósł zmieniony przód, poprawioną aerodynamikę, nowe wnętrze i sporo zmian technologicznych. To nadal stosunkowo świeża konstrukcja.
Dlatego kolejny lifting nie jest czymś, czego spodziewalibyśmy się za chwilę.
Ale jednocześnie trudno nie zauważyć pewnego trendu.
Tesla zaczyna coraz wyraźniej ujednolicać wygląd swoich samochodów.
Model Y dostał własną wersję tej filozofii. Nowy Model Y L również korzysta z podobnych motywów świetlnych. Zmieniony Semi idzie w stronę jeszcze bardziej charakterystycznej sygnatury.
Model 3 jest więc naturalnym kandydatem do kolejnego kroku. W sumie tylko od odstaje od rodzeństwa.
I być może właśnie dlatego pojawiają się takie wizje.
Tyle że wygląd to dzisiaj trochę za mało
Bo jeśli Tesla rzeczywiście pracuje nad kolejnym większym odświeżeniem Modelu 3, zmiana wyglądu będzie prawdopodobnie najmniej interesującym elementem. Choć nie mówimy, żeby się nie przydała.
Samochód nadal jest bardzo efektywny.
Według aktualnych danych Tesli Model 3 może osiągać w europejskiej specyfikacji nawet 410 mil WLTP, czyli około 660 km, w zależności od wersji. A tylnonapędówka to aż 750 km. Tesla podaje również zużycie energii dla poszczególnych odmian na poziomie od 13,0 kWh/100 km według WLTP.
To wciąż świetne wartości.
Problem polega na tym, że konkurencja przestała czekać.
Chińczycy nauczyli się budować samochody z bardzo dobrym zasięgiem i coraz szybszym ładowaniem. Europejczycy zaczęli mocniej inwestować w architektury 800 V. Hyundai, Kia, Porsche czy BMW pokazują, że elektryk może być nie tylko efektywny, ale również bardzo szybko odzyskiwać energię. Dziś zasięg to nie problem, bo 400 km można doładować w 7-9 minut i pojechać dalej. Kluczem jest błyskawiczne uzupełnienie energii. Coraz więcej firm zaczyna to robić w sposób niemalże wzorcowy.
Tesla nadal ma ogromną przewagę w oprogramowaniu, integracji samochodu z ładowaniem i całym ekosystemem.
Ale przewaga technologiczna nie jest już tak oczywista jak kilka lat temu.
I właśnie dlatego kolejny Model 3 będzie musiał odpowiedzieć na pytanie, którego pierwsza generacja nigdy nie musiała sobie zadawać:
Co jeszcze możemy zrobić lepiej?
Jest jeszcze jeden temat… Znacznie bardziej interesujący
W maju tego roku Lars Moravy, wiceprezes Tesla odpowiedzialny za inżynierię pojazdów, został zapytany wprost o możliwość zastosowania trzech silników w Modelu 3.
Jego odpowiedź była dość wymowna.
Przyznał, że myśli o tym „cały czas”.
Nie oznacza to oczywiście, że za chwilę zobaczymy w salonach Model 3 Plaid.
Moravy jednocześnie wskazywał, że zastosowanie takiego rozwiązania jest poważnym wyzwaniem inżynieryjnym, a obecnie najbardziej zaawansowana technologia napędowa jest kierowana przede wszystkim do nowego Roadstera.
Ale sama wypowiedź jest interesująca.
Bo Model 3 Performance już dzisiaj jest absurdalnie szybkim samochodem. Tesla podaje dla obecnej wersji Performance 0–60 mph w 2,9 sekundy i 510 KM.
A jednak Tesla wie, że może zrobić coś jeszcze.
Jak zawsze, jeśli chodzi o tą firmę.
Trzy silniki oznaczałyby oczywiście nie tylko więcej mocy. Konieczna byłaby przebudowa układu napędowego, chłodzenia, zawieszenia, hamulców i wielu innych elementów samochodu. To nie jest kwestia dopisania kolejnego silnika do konfiguratora.
To byłby już poważny projekt inżynieryjny.
I właśnie dlatego nie spodziewałbym się, że taki samochód pojawi się przy okazji zwykłego liftingu.
Tesla ma jednak powód, żeby o tym myśleć
Model S i Model X zniknęły z produkcji, a wraz z nimi zniknął również najbardziej oczywisty symbol osiągów Tesli – Plaid. Wersja aut mających 1020 koni mocy i przyśpieszenie rakiety… prawie dosłownie😉!
To tworzy pewną lukę.
Dzisiaj najszybszym produkcyjnym samochodem Tesli pozostaje Model 3 Performance. A konkurencja coraz odważniej wchodzi na teren, który jeszcze kilka lat temu był praktycznie zarezerwowany dla Tesli.
Hyundai ma IONIQ 5 N.
Porsche rozwija kolejne warianty Taycana.
Chińscy producenci również coraz śmielej eksperymentują z ekstremalnymi osiągami.
Tesla nie musi oczywiście nikomu niczego udowadniać.
Ale trudno sobie wyobrazić, żeby firma, która zbudowała część swojej marki właśnie na absurdalnie szybkich samochodach, chciała całkowicie odpuścić ten segment.
Model 3 Plaid byłby z tego punktu widzenia bardzo logicznym samochodem.
Mały, stosunkowo lekki, szybki sedan, który mógłby pokazać, że trzy silniki i technologia znana z topowych Tesli nie muszą kosztować tyle, ile kosztował Model S Plaid.
Tylko że jest jeden problem.
Tesla ma obecnie ważniejsze rzeczy na głowie.
Robotaxi.
Optimus.
Nowy Roadster.
Kolejne generacje układów obliczeniowych.
I właśnie dlatego Model 3 może poczekać.
A co z komputerem?
To kolejny element, który może być ważniejszy niż sama stylistyka.
Obecne Model 3 korzystają z Hardware 4, czyli platformy AI4. W przypadku kolejnej generacji samochodu, naturalnym kierunkiem byłoby zastosowanie następnej generacji sprzętu obliczeniowego – określanej obecnie jako AI5. Który planowany jest na połowę 2027 roku. pierwotnie miał się pojawić już w 2025 roku, ale niestety Tesla zaliczyła opóźnienie.
Nie jest jednak jasne, kiedy i w jakim modelu Tesla zdecyduje się na taki krok. Podobno w pierwszej kolejności AI5 ma trafić do robotów Optimus.
Not a Tesla App wskazuje również na możliwość zastosowania dodatkowych rozwiązań związanych z kamerami, w tym systemu ich czyszczenia, podobnego do rozwiązania stosowanego w projekcie robotaxi.
I tutaj dochodzimy do czegoś, co moim zdaniem będzie dla Tesli znacznie ważniejsze niż listwa LED.
Samochód Tesli coraz mniej jest samochodem w tradycyjnym rozumieniu tego słowa.
To platforma sprzętowa, która z czasem dostaje kolejne możliwości poprzez oprogramowanie.
Dlatego zmiana komputera, kamer czy architektury elektrycznej, może mieć dla przyszłego Modelu 3 większe znaczenie niż całkowicie nowy przód. Choć ten na pewno by się przydał, bo jeśli by go pominięto, to komentarze będą jedne: „To ten sam samochód, nic się nie zmienił” – i byłoby w tym sporo racji. Przynajmniej w teorii…
Model 3 nadal ma przed sobą sporo życia
Co ciekawe, rynek wcale nie mówi Tesli: „Model 3 się skończył”.
Wręcz przeciwnie.
W pierwszym kwartale 2026 roku Model 3 pozostawał jednym z najlepiej sprzedających się samochodów elektrycznych zarówno w Europie, jak i USA. Analiza PwC/Strategy& umieściła go na drugim miejscu wśród BEV w USA oraz na trzecim miejscu w zestawieniu dla pięciu największych europejskich rynków.
W Europie pierwsza połowa 2026 roku również wyglądała dla Modelu 3 całkiem dobrze. Według danych przytoczonych przez AVEM zarejestrowano 56 580 egzemplarzy tego modelu.
A w czerwcu Model 3 zanotował w Europie ponad 17 tys. rejestracji, co oznaczało wzrost o ponad 55%, rok do roku.
To ważne.
Tesla nie musi ratować umierającego modelu.
Ona może po prostu przygotowywać jego kolejne życie. Taki next level😉.
Czy Tesla rzeczywiście potrzebuje kolejnej odsłony Modelu 3?
Wydaje się, że tak, ale nie dlatego, że ten jest do kitu. Tylko właśnie dlatego, że Model 3 nadal jest jednym z najważniejszych samochodów w gamie.
Highland był bardzo udanym odświeżeniem. Poprawił samochód tam, gdzie kierowcy naprawdę odczuwali różnicę. Wyciszenie, komfort, wnętrze, aerodynamika, światła – to wszystko miało sens.
Kolejny krok powinien być podobny.
Nie potrzebujemy Modelu 3 z jeszcze bardziej futurystycznym przodem tylko po to, żeby można było powiedzieć, że jest nowy.
Potrzebujemy samochodu, który będzie technologicznie kilka lat przed konkurencją.
Lepsza efektywność.
Jeszcze lepsze zarządzanie energią.
Jeszcze szybsze ładowanie, jeśli Tesla zdecyduje się zmienić architekturę.
800, a może i 1000V, byłoby miłym dodatkiem i zmianą w dobrym kierunku. 250 kW jest spoko, jeśli chodzi o ładowanie… ale takie powiedzmy 500 kW, zrobiłoby naprawdę różnicę. Nie jest to jednak łatwe, bo auto to jedno a stacja ładowania drugie. Pamiętajmy, że ilość wydzielanego ciepła między 500 a 600 amperami (w stacji ładowania DC) wzrasta aż o 44%. To duże wyzwanie, dla ładowarki i systemu chłodzenia, ale i niemałe dla samego auta. Dlatego prawdopodobnym jest wersja 800V i 500 amper, niż 1000V i 600 amper. No ok, 1000V i 500 amper, też da radę i to całkiem niezgorzej😉, podnoszenie jednak amperów w nieskończoność będzie nie lada wyzwaniem.
Nowa generacja komputera.
Lepsze kamery.
Więcej możliwości samochodu wynikających z oprogramowania.
Kto wie może nawet większa bateria? Takie powiedzmy 90 kWh brutto w opcji 4680? Byłoby całkiem miło i dawałoby niesamowity zasięg, nawet w trasie. Realne 500 km przejechane przy prędkości 130-140 km/h, na pewno ucieszyłoby niejednego posiadacza Modelu 3. To oczywiście myślenie życzeniowe (na dziś), ale pamiętajmy o jednym. Takie myślenie można spotkać w naszej historii wiele razy. Kilka lat później znajdowało ono zastosowanie w codziennym życiu. Kto wie… może tak będzie i tym razem, a nowy Model 3 pozytywnie zaskoczy klientów w wielu aspektach. Również jeśli chodzi o zasięg i wielkość baterii.
A gdzieś obok tego wszystkiego mogą pojawić się trzy silniki. Trochę o nich zapomnieliśmy.
Tesla powinna poszukać powodu, żebyśmy znowu zaczęli patrzeć na Model 3, jak na samochód, który pokazuje konkurencji, co będzie za kilka lat.
Bo przez długi czas dokładnie tym był.
I być może jeszcze będzie.
Na razie jednak patrzymy na render, słuchamy pojedynczych wypowiedzi ludzi z Tesli i próbujemy poskładać z tych kawałków przyszłość.
Ta firma od lat nauczyła nas jednego:
najciekawsze rzeczy często pojawiają się najpierw jako „niemożliwe”. Potem Elon każe coś zrobić swoim inżynierom… potem okazuje się że niemożliwe, jednak jest możliwe😉. A na końcu mamy niesamowite technologicznie auto, wyprzedające konkurencję o kilka lat. Czy taki scenariusz będzie również udziałem nowej, nazwijmy ją poliftowej (po raz kolejny) trójki? Zobaczymy…
Fot: x.com/DennisCW_, Justin Sackman.
WhatsApp us